Wywiady ze zwycięzcami Pucharu Akademii Dwuboju

Puchar Akademii Dwuboju to nie tylko rywalizacja i liczby zapisane w protokołach. To przede wszystkim ludzie — ich historie, drogi sportowe i emocje, które towarzyszą im zarówno na pomoście, jak i poza nim. W tegorocznej edycji w swoich kategoriach wiekowych zwyciężyli zawodnicy o bardzo różnych doświadczeniach: od tych, którzy mają za sobą starty na arenie międzynarodowej, przez sportowców łączących trening z pracą zawodową i życiem rodzinnym, po zawodniczki, dla których dwubój stał się nową pasją i sposobem na rozwój oraz siłę — także tę życiową.

Rozmawiamy z nimi o motywacji, o tym, jak godzą sport z codziennością, jak radzą sobie z wyzwaniami, a także o tym, co daje im start w zawodach amatorskich i jak postrzegają swoje sportowe „tu i teraz”. Każda z tych historii pokazuje, że dwubój to dużo więcej niż ciężary — to charakter, konsekwencja, radość z ruchu i odwaga, by szukać własnej drogi w sporcie.

Zapraszamy do lektury rozmów ze zwycięzcami poszczególnych kategorii: Agatą Forkasiewicz (W34), Moniką Kozak (W35+), Danielem Goljaszem (M34) oraz Krzysztofem Nikonowiczem (M35+), . Każda z nich to inna perspektywa, ale wspólna pasja.


W34 – Agata Forkasiewicz 

Twoje wyniki pokazują świetną formę w Pucharze Akademii Dwuboju — jak wygląda Twoja historia z tym sportem? Co sprawiło, że zdecydowałaś się spróbować swoich sił w dwuboju?

Po zakończeniu mojej pierwotnej, około dwunastoletniej, kariery lekkoatletycznej czułam, że dalej chcę być sportowcem, a że nie uznaję trenowania bez celu, szybko zaczęłam szukać nowego sportu. Najpierw był to crossfit, ale jako, że całe życie mój sport trwał kilka sekund, nie było mi po drodze z wytrzymałością i tak też szybko z crossfitu został sam dwubój i bardzo szybko okazało się, że to mój ulubiony sport, ze wszystkich, które trenowałam (a z samego początku było to 6 lat pływania). W sprincie dużą rolę odgrywa trening siłowy, tak więc zarzut i rwanie nie były mi obce, a ponadto przeszłam do dwuboju z bardzo dużą bazą siłową.

Jakie emocje towarzyszyły Ci w momencie, kiedy zorientowałaś się, że osiągnęłaś najlepszy wynik w swojej kategorii? Co wtedy myślałaś o swojej pracy i wysiłku treningowym?

Towarzyszyła mi ogromna radość — była to moja pierwsza wygrana w dwuboju, i to dopiero w drugim roku startów. Cieszę się przede wszystkim z tego, że wyniki zaczynają być powtarzalne, a ja coraz lepiej odnajduję się w atmosferze zawodów. Cały czas uczę się startowania w systemie zupełnie innym niż ten, do którego byłam przyzwyczajona wcześniej, dlatego każdy taki rezultat jest dla mnie potwierdzeniem, że idę w dobrą stronę.

Dwubój to sport, który wymaga dyscypliny, techniki i siły — jak dbasz o równowagę pomiędzy treningiem a innymi aspektami życia (np. pracą, rodziną, innymi zainteresowaniami)?

Nigdy nie miałam problemu z trenowaniem na poziomie wyczynowym i łączeniem tego czy to wcześniej ze studiami medycznymi, a teraz z pracą na dwóch etatach – lekarki i trenerki. Wszystko to kwestia priorytetów. Oczywiście w sporcie wyczynowym nie liczy się sam trening, ale też wszystko co jest wokół, czyli odpowiednia do wysiłku regeneracja, dieta i suplementacja. Ale jako, że zawodowo zajmuję się medycyną stylu życia i optymalizacją performance to wiem jak odpowiednio poukładać te elementy.

Jakie masz ulubione elementy treningu i czy jest coś, co szczególnie sprawia Ci satysfakcję, niezależnie od wyników sportowych?

Zdecydowanie te momenty, kiedy w planie treningowym pojawiają się moje ulubione zakresy powtórzeń — czyli ciężkie jedynki

Opowiedz o czymś zupełnie poza sportem — jaką pasję lub hobby pielęgnujesz i w jaki sposób ono wpływa na Twoje samopoczucie i perspektywę w sportowych zmaganiach?

Moją największą pasją od zawsze jest sport, dlatego nigdy nie zabraknie mi na niego czasu. To on daje mi energię, poczucie sensu i napęd do działania — zarówno na treningach, jak i poza nimi.


W35+ – Monika Kozak 

Twoje zwycięstwo w kategorii 35+ pokazuje, że siła i pasja nie mają limitów wiekowych — skąd czerpiesz motywację do treningów i co sprawia, że wracasz na pomost z takim zaangażowaniem?

Motywacja bywa zmienna, ale to, co naprawdę robi różnicę, to dyscyplina. Otrzymuję od trenera plan — zazwyczaj tygodniowy — a moim zadaniem jest po prostu go wykonać. Trzeba szanować to, co się kocha, a ja kocham podnoszenie ciężarów. Wiek to tylko liczba. Często słyszymy, że w pewnym momencie „już nie wypada” zaczynać czegoś nowego, a to nieprawda. To właśnie wtedy, gdy dzieci są już większe, a praca bardziej stabilna, pojawia się przestrzeń, by zrobić coś wyłącznie dla siebie.

Jak wyglądała Twoja droga do tego startu — czy były momenty zwątpienia lub trudności, które musiałaś pokonać, i czego Cię one nauczyły?

To był już mój kolejny start, więc organizacyjnie wszystko przyszło znacznie łatwiej. Całe przygotowanie do zawodów prowadzi mój trener — Kuba Pochylski — bez którego nigdy nigdzie bym nie wystartowała. Zawsze stoi za mną, wspiera mnie i dopinguje. Dzięki dwuboju zrozumiałam, jak ważne jest mieć obok siebie kogoś, na kim naprawdę można polegać — i dziś wiem, że mam taką osobę.

Co najbardziej lubisz w treningach siłowych i jak ta aktywność wpływa na Twoje życie poza sportem, np. energię, samopoczucie, relacje z innymi?

Uwielbiam to, że choć ten sport z zewnątrz może wydawać się monotonny, w rzeczywistości taki nie jest. Każdy trening jest inny i zawsze czegoś uczy. Widzę też, jak ogromne znaczenie ma trening siłowy dla kobiet 35+ — jego pozytywne efekty bardzo wyraźnie odczuwam w codziennym życiu: w energii, samopoczuciu i pewności siebie.

Czy miałaś kiedyś sportowy wzór lub mentora, który Cię inspirował? Jeśli tak — co najcenniejszego od niego wyniosłaś?

Nie mam jednego mentora, natomiast w mediach społecznościowych z ogromnym zainteresowaniem obserwuję i podziwiam takie zawodniczki jak Valentina Cambei, Toma Loredana, Mattie Rogers oraz Olivia Reeves. To kobiety, które pokazują, jak daleko można dojść dzięki ciężkiej pracy i konsekwencji.

Jakie inne aktywności lub zainteresowania rozwijasz poza dwubojem i w jaki sposób one współgrają z Twoimi celami sportowymi?

Poza treningami mam dwie dorastające córki, więc na co dzień jestem dość zajęta. Lubię jednak dojeżdżać na treningi rowerem, a od czasu do czasu pojawiam się też na treningach crossowych — głównie ze względu na świetną atmosferę, która zawsze dodaje energii i motywacji.


M34 – Daniel Goljasz 

Twoje starty w zawodach międzynarodowych, m.in. w Grand Prix IWF w Katarze oraz na ME, pokazują, że sport jest dla Ciebie ważny na różnych poziomach rywalizacji — jak wygląda Twoja osobista droga od początku przygody z podnoszeniem ciężarów do dzisiaj?

Na początku wyglądało to tak, że przez pierwsze sześć lat trenowałem pod okiem mojego pierwszego trenera i po prostu wykonywałem to, co było w planie. Trener skupiał się głównie na swoich najlepszych zawodnikach. Tworzyliśmy jednak około sześcioosobową, bardzo zżytą grupę i każdy pomagał mi na tyle, na ile potrafił. Najbardziej zainspirował mnie kolega z sali, mistrz świata juniorów Jarosław Samoraj — to on sprawił, że naprawdę w siebie uwierzyłem.

Później przez rok trenowałem z innym trenerem, a kolejny rok byłem zawieszony przez klub za brak chęci współpracy z ówczesnym i byłym szkoleniowcem. Następnie zmieniłem klub, choć cały czas trenowałem w Ciechanowie. Zarówno na początku, jak i po około dziesięciu latach treningów, ogromnie dużo zawdzięczam koledze z sali — Arsenowi Kasabijewowi. Patrząc z perspektywy czasu, to on miał największy wkład w moje zrozumienie podnoszenia ciężarów w szerszym kontekście.

Reprezentowałem jeszcze klub Tarpan Mrocza, gdzie trener był jednym z najlepszych, jakich mogłem mieć. Niestety, przez niedotrzymanie obietnic przez prezesa byłem zmuszony zakończyć karierę. Teraz dźwigam już bardziej dla siebie, z lekką nadzieją, że może uda się to w przyszłości przełożyć na jakieś profity materialne. Trenuję około 15 lat. Najwięcej pomogli mi koledzy z sali oraz jeden trener kadrowy, którego muszę wymienić — Piotr Owczarski. Generalnie trenowałem bardzo ciężko i to właśnie dzięki temu osiągnąłem określony poziom.

Co dla Ciebie oznacza zwycięstwo w amatorskich zawodach takich jak Puchar Akademii Dwuboju, z perspektywy sportowca, który startuje także w profesjonalnych imprezach? Jak różnią się doświadczenia mentalnie i organizacyjnie?

Organizacyjnie różni się to tym, że tutaj nie było opóźnień ani chaosu. Startowałem z zamiarem poprawienia swoich rekordów, a to jest dla mnie drugim największym motywatorem — zaraz po zdobywaniu medali. Mentalnie byłem bardziej spokojny, choć muszę przyznać, że kilka dni wcześniej miałem problem ze snem, bo cały czas myślałem o starcie. To przypomniało mi emocje sprzed lat i właśnie tego mi brakowało, dlatego chciałem wziąć udział w tych zawodach.

Jak wygląda Twój proces przygotowania treningowego i mentalnego przed dużymi startami — czy masz jakieś stałe rytuały lub nawyki, które pomagają Ci w realizowaniu celów?

To dość złożone pytanie. Przed ważnymi zawodami staram się po prostu każdy dzień wykorzystać w 100% pod kątem przygotowań. Oznacza to świetne odżywianie, 8–10 godzin snu, solidną rozgrzewkę, idealnie zaplanowany trening, dbałość o odnowę biologiczną oraz spokój. Uważam, że właśnie spokój odgrywa ogromną rolę w przygotowaniach do ważnych przedsięwzięć.

Czy pamiętasz moment lub wydarzenie, które szczególnie zainspirowało Cię do tego, by poświęcić się podnoszeniu ciężarów? Jak ta inspiracja wpływa na Twoje cele dzisiaj?

Wydaje mi się, że najbardziej zainspirował mnie Szymon Kołecki. Zanim zacząłem trenować, graliśmy razem w piłkę — dla mnie był po prostu tatą kolegi z boiska. Później dowiedziałem się, co osiągnął. Jednocześnie byłem wtedy bardzo wkręcony w anime o superbohaterach i mając 11–13 lat patrzyłem na Szymona jak na jednego z takich „wybrańców”. Wtedy wierzyłem, że można dojść wszędzie dzięki bardzo ciężkiej pracy. Dziś patrzę na to już trochę inaczej.

Jakie masz plany sportowe i pozasportowe na najbliższe miesiące lub lata — czy chcesz kontynuować starty w dwuboju, rozwijać się w innej dziedzinie siłowej, czy może realizować inne pasje?

Teraz zacząłem spełniać drugie sportowe marzenie — chcę być świetnym trenerem. Nadal chcę startować, bo po prostu kocham dźwigać, ale jestem zmuszony mieć dodatkową profesję, bo na tym poziomie ze sportu niestety nie da się wyżyć. Jeśli utrzymam swój wynik sportowy, będę zadowolony, ale w roli trenera chcę rozwijać się coraz bardziej.


M35+ – Krzysztof Nikonowicz 

W kategorii masters często rywalizują osoby, które łączą sport z pracą zawodową i życiem rodzinnym — jak Ty godziłeś przygotowania do startu z innymi codziennymi obowiązkami i co było najtrudniejsze w tym pogodzeniu?

Myślę że pomimo większej ilości obowiązków zawodowych oraz rodzinnych, treningi i aktywność fizyczna u osób po 35 roku życia to nie wybór a pewnego rodzaju obowiązek by być osobą zdrową i cieszyć się życiem, ja mam ten przywilej że mam swój klub Cross Zone Białystok, jestem trenerem i większość dnia spędzam na sali treningowej. Moje jednostki treningowe wykonuje najczęściej w „okienkach” pomiędzy zajęciami grupowymi.

Zwycięstwo w Twojej kategorii to duży sukces — jakie znaczenie ma to osiągnięcie dla Ciebie osobiście i jak wpłynęło na Twoje spojrzenie na własne możliwości?

Zwycięstwo w zawodach zawsze cieszy i daje kopa do jeszcze cięższej pracy. Dla mnie to mega motywator, aby nie zwalniać tempa i pracować jeszcze więcej.

Jak Twoje doświadczenia życiowe, poza sportem, kształtują Twoje podejście do treningów i rywalizacji? Czy zdarza Ci się wykorzystywać nauki z innych dziedzin w kontekście sportowym? A może dzieje się zupełnie odwrotnie ! Może właśnie ciężary mają wpływ na Twoje codzienne życie ?

Będąc trenerem, zawodnikiem, posiadając klub sportowy, sport jest obecny w moim życiu na okrągło i odgrywa w nim bardzo dużą rolę. Jeżeli jednak miałbym wskazać dziedzinę nauki która pomaga mi zarówno w pracy jak i w moich przygotowaniach byłaby to psychologia i odpowiednie podejście mentalne do treningów i startów.

Opowiedz, proszę, o jakimś wyzwaniu, które musiałeś pokonać w swojej sportowej drodze — co Ci pomogło i jak wpłynęło to na to, kim jesteś dzisiaj?

Ostatnim „wyzwaniem” można nazwać fakt że do mojego skupienia się stricte na podnoszeniu ciężarów doprowadziła kontuzja stopy. Przez około 15 lat startowałem w zawodach crossfit, uraz spowodował konieczność ograniczenia pewnych ruchów (bieg, skoki itp.), a że uwielbiałem występujące tam elementy dwuboju, skupiłem się na tym i teraz nie wyobrażam sobie startów w innej dyscyplinie niż dwubój.

Jeśli miałbyś dać radę osobie, która dopiero zaczyna treningi w dwuboju w Twoim wieku, co by to było i dlaczego właśnie takie wskazówki uważasz za najważniejsze?

Zacznij od znalezienia odpowiedniego trenera i naucz się właściwej techniki, to zaoszczędzi Ci mnóstwo czasu i uchroni przed złapaniem błędnych nawyków i niepotrzebnych kontuzji.